Remigiusz Mróz, "Czarna Madonna" / Rec.

sobota, 29 lipca 2017

Zawsze coś wydaje się niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione / Nelson Mandela
Dokładnie tak myślałam zanim przeczytałam tę książkę, że niemożliwym jest napisać horror z Matką Boską w tle, który mnie przerazi.  

To, co Remigiusz Mróz zrobił, to... nawet nie wiem jak to opisać !
Podobnie jak autor, uwielbiam Stephena Kinga, ale również nie przerażają mnie klauny, mgły i nawiedzone samochody. Celowo na instagramie wspominałam Wam o swoim lęku przed ciemnością, ponieważ po tej lekturze obawiam się o swój spokojny sen. 
I również - podobnie jak autor - przeraża mnie to, co nadludzkie, to co nieznane. 

Jak wspominałam również rano, tutaj nie ma czasu na jakieś filmowe wstawki. 
Autor nie daje nam romantycznego początku, gdzie zakochani żegnają się na lotnisku, by później cierpieć z powodu rozłąki.
Tak naprawdę naszego bohatera średnio obchodzi los narzeczonej. Po kilku dniach zaczyna interesować się sprawą głównie ze względu na nadzwyczajne rzeczy, które zaczynają się z nim dziać, a bynajmniej nie dlatego, że martwi się losem Anety.
Czekała mnie walka. Starcie z tym, co leżało uśpione w mojej duszy. / str. 316
Były momenty, gdy robiło mi się naprawdę zimno. Jeden z nich miał miejsce, gdy Kinga oznajmiła Filipowi, że jego ojciec, z którym kilka godzin wcześniej jadł hot dogi, nie żyje od roku. Dosłownie nie mogłam w to uwierzyć ! Przecież to było takie realne, nawet na potwierdzenie obecności ojca, w śmieciach leżały cztery opakowania po hot dogach. Na domiar złego Szeptucha, która z nieznanych nikomu powodów przyszła do Berga aby skontaktować go z ojcem, wyjawia, że ten, który u niego był to wcale nie był jego ojciec. Więc kto?
Przysięgam, że w połowie lektury całkowicie się pogubiłam, niczego nie byłam już pewna. Chociaż nie - byłam pewna, że mogłam spodziewać się wszystkiego. 
Osoby wierzące nie powinny bać się złych duchów. Nie mają ku temu powodów. / str. 360
Autor zasłużył na wielkie brawa za wtajemniczanie nas w rzeczy, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia (przynajmniej niektórzy, czyli ja), te wszystkie interpretacje Biblii były bardzo interesujące, choć gdyby nie ta lektura, to nawet bym o ich istnieniu pewnie nie wiedziała. Niesamowitym był też fakt, że każdy z nas przynajmniej raz w życiu doświadcza egzorcyzmu, a jednym z najpowszechniejszych jest Chrzest Święty. Nie mam pojęcia, czy autor to wymyślił, czy faktycznie tak jest i chyba wolę żyć w niewiedzy ;) 
Również sama historia ze znikającymi samolotami była niesamowita, w końcu chyba każdy wie co się dzieje w Trójkącie Bermudzkim - a raczej nikt nie wie, co tam się dzieje, lecz coś dzieje się na pewno. 

Wracając do fabuły - wszystko było jasne. Filipa opętało, jednak uratować go mogły tylko egzorcyzmy w Meksyku u niejakiego Ojca Cesara. Tam jednak na powrót wszystko wywróciło się do góry nogami ponieważ to nie on okazał się opętany. Trochę mi to nie pasowało jeśli mam być szczera, bo jeśli nie on, to dlaczego on miał te wszystkie objawy, a nie ona? Później niby zostało to wytłumaczone jednak jak dla mnie to trochę mało przekonująco. 

W Tulum się dzieje. Cesar się poddaje, gdy dowiaduje się z jak potężną siłą musi się zmierzyć. Kingę nie opętał bowiem jakiś tam Demon, a Legion w najbrudniejszej postaci - Nelchael, Fokalor i Samael. Jednak nasz nieustraszony Berg sam decyduje się pokonać to straszne trio, a ostatecznie wygrywa tę walkę z pomocą Istniejącego, którym jest on sam. 
To jest tak pokręcone, że aż mnie głowa boli. Ale musiałam to napisać!

Absolutnie polecam "Czarną Madonnę" !
Bardzo, bardzo, bardzo !

Polecam,
Panna Jagiellonka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz