Ryszard Ćwirlej, "Tam ci będzie lepiej" / Rec.

czwartek, 25 maja 2017

Powieść "Tam Ci będzie lepiej" autorstwa Ryszarda Ćwirleja to moje pierwsze spotkanie z tym autorem.
Zdecydowałam się na jej zakup ponieważ wypożyczyłam z biblioteki "Tylko umarli wiedzą" - drugą część serii z komisarzem Antonim Fisherem, a co za tym idzie  - nie mogłam zacząć jej czytać (więc kupiłam pierwszą część, logiczne :D )
Czy słyszałam wcześniej o p. Ćwirleju? - Nie. Więc był to zakup w ciemno. Czy trafiony?

Akcja powieści rozgrywa się w latach 20-tych w Poznaniu i w pobliskich Niemczech. 
Głównym bohaterem jest komisarz Antoni Fischer z Poznania zaprzyjaźniony z policjantem niemieckim (razem walczyli po stronie Niemiec w pierwszej wojnie światowej).
Ciekawie pokazana jest specyficzna sytuacja polsko-niemieckiego pogranicza, z pomieszanymi obywatelstwami i tożsamościami narodowymi, z granicą która dzieliła miasta na pół. 
Największą siłą książki są regionalne smaczki, na przykład meldunki Poznaniaków zaczynające się od 'ja', na przykład 'ja melduję...' a to kalka z niemieckiego, bo przecież Poznaniacy służyli masowo w wojsku pruskim. 

Gdyby głupota bolała, pan umarłbyś już dawno z bólu w straszliwych męczarniach, ale na szczęście Bóg jest litościwy dla głupców i sprawia, że ci nie tylko nie cierpią, ale nawet nie wiedzą o swojej głupocie.

Książka ma też liczne słabości. Może największą jest fakt, iż ciągnie się niebywale, mógłby autor to skrócić o połowę a cała akcja nic na tym by nie straciła (np. cały rozdział poświęcony jest znalezieniu trupa w pociągu, scena ta w ogóle nie popycha fabuły, a ciągnie się strasznie).
Poza tym mnoży autor wątki i postacie: Kryśka, Tolek Grupiński, Ginter Nowak, policjant niemiecki, policjant polski i kto tam jeszcze, za dużo tego. Wiele też postaci mocno jest jednowymiarowych: jak oficer wojska tępy to tępy do końca, jak oficer policji szuja, to szuja przez całą powieść. Mocno to schematyczne prawdę mówiąc. 
I jeszcze wszystko tam podane łopatologicznie, kawa na ławę, jak nastolatkowi, w stylu pana Samochodzika. Natomiast opisanie miłości od pierwszego wejrzenia jest czysto brazylijskie: pana uderza piorun a pani ma motylki w brzuchu, to raczej śmieszne niż romantyczne. 

Na instagramie pisałam Wam, że nie mam czasu czytać z jakiegoś powodu, prawda jest jednak taka, że gdyby książka mnie wciągnęła to zawsze znalazłabym chwilę na to by ją przeczytać. A w tym przypadku jakiegoś specjalnego "pociągu" nie czułam... Obawiam się, że wykoleił się już w połowie, gdy dotarło do mnie, że jedyną petardą był prolog.  Więc powieść "Tylko umarli wiedzą" chyba wróci tym razem do biblioteki nieprzeczytana.


_______
Panna Jagiellonka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz